Brudni i cyniczni,
z dumnie opuszczoną głową.
Umieramy w gąszczu wspomnień,
patrząc na ludzi na nowo.
Nie liczymy się z nikim,
za nic mając zniewagi i ból.
Zaciągamy szczelnie zasłony,
kartonowy stawiając znów mur.
Nie kochamy, jak dawniej,
pustka wyżarła nasze skronie.
Z oczu płyną nam krwawe łzy,
w sercach już nic nie płonie.
Żyjemy na skrawku chodnika,
we własnym kraju, bez domu.
To jest nasz wybór,nasze życie,
I nie oddamy go nikomu.
Modlimy się czasem do ludzi,
nie po miłość wyciągając brudne ręce.
W blasku pogardliwych spojrzeń,
prosimy o życie,nie chcemy nic więcej...
b.szot.
z dumnie opuszczoną głową.
Umieramy w gąszczu wspomnień,
patrząc na ludzi na nowo.
Nie liczymy się z nikim,
za nic mając zniewagi i ból.
Zaciągamy szczelnie zasłony,
kartonowy stawiając znów mur.
Nie kochamy, jak dawniej,
pustka wyżarła nasze skronie.
Z oczu płyną nam krwawe łzy,
w sercach już nic nie płonie.
Żyjemy na skrawku chodnika,
we własnym kraju, bez domu.
To jest nasz wybór,nasze życie,
I nie oddamy go nikomu.
Modlimy się czasem do ludzi,
nie po miłość wyciągając brudne ręce.
W blasku pogardliwych spojrzeń,
prosimy o życie,nie chcemy nic więcej...
b.szot.