NIEME KINO
Poszedłem kiedyś do kina,
usiadłem w pierwszym rzędzie spokojny.
Czekając aż uniesie się kurtyna,
na film bez przemocy,bez żadnej wojny.
Na sali jakoś tak dziwnie pusto,
chyba nawet byłem tam sam,raczej.
Jeszcze ufny i bez niepokoju,
czekam na film,ale już inaczej.
Od pierwszych scen coś jest nie tak,
ta dziwna muzyka,ten nastrój chory.
Aktorów żadnych nie widać,
może nie będzie straszny,może to pozory.
Dziwny to film,tak myślę powoli.
Znam przecież te sceny,te twarze,
nawet wiem co zaraz się wydarzy.
Ten film, to zapis moich marzeń.
Lecz dziwne one ,jakoś tak.
Wszystko wygląda jak w zwierciadle krzywym,
wszystko na odwrót niż w marzeniach.
Jak w moim życiu prawdziwym.
Ukradkiem patrząc na boki,
oblany potem,nawet lekko przestraszony.
Rozmyślam o tym dziwnym filmie,
czy to żart,czy specjalnie tak nakręcony.
Napisy zaczynają się przez ekran przewijać,
takie małe jak w jakimś szkolnym zeszycie.
Bo w tym filmie aktor był tylko jeden.
a reżyserem było jego życie...
.b.szot.