Nie mogę wciąż stać,
mój czas już wybił.
Ciąży ciało chorobliwie zmęczone.
Kochało mnie życie,kochałaś Ty,
lecz mi nie wystarczyło sił.
Pochylam bezsilnie głowę,
kiedy z oczu kapią wściekłe łzy.
Kolana uginając w niemej modlitwie.
Zgnieciony boską obojętnością,
proszę o niebo,poproś i Ty.
Osuwam się na kruchy asfalt,
który ktoś rozścielił na drodze.
Której przejść nie zdołam już dziś,
jutro,pojutrze,już może nigdy.
Tu będzie koniec,tu się położę.
Stąd Bóg też może zabrać,
na pewno mnie tutaj dostrzeże.
Pamiętaj,kochałem do dnia ostatniego,
to On mnie zabiera,ja nie odchodzę.
śmierć nie rozdziela,ja w to wierzę !
b.szot.
mój czas już wybił.
Ciąży ciało chorobliwie zmęczone.
Kochało mnie życie,kochałaś Ty,
lecz mi nie wystarczyło sił.
Pochylam bezsilnie głowę,
kiedy z oczu kapią wściekłe łzy.
Kolana uginając w niemej modlitwie.
Zgnieciony boską obojętnością,
proszę o niebo,poproś i Ty.
Osuwam się na kruchy asfalt,
który ktoś rozścielił na drodze.
Której przejść nie zdołam już dziś,
jutro,pojutrze,już może nigdy.
Tu będzie koniec,tu się położę.
Stąd Bóg też może zabrać,
na pewno mnie tutaj dostrzeże.
Pamiętaj,kochałem do dnia ostatniego,
to On mnie zabiera,ja nie odchodzę.
śmierć nie rozdziela,ja w to wierzę !
b.szot.